Oglądasz posty wyszukane dla zapytania: tabletki antydepresyjne





Temat: niechciana ciaza

-Zazwyczaj przed dokonaniem aborcji kobieta jest w stanie wymyślić sto i jeden
doskonałych uzasadnień, dlaczego aborcja to nic złego. Niektóre z nich potrafią
nawet skutecznie wmówić sobie, że usuwają ciążę dla dobra dziecka ("bo nie
miałoby ojca", "bo jestem za młoda żeby się nim zajmować", itd.).

Rzadko kiedy kobieta może liczyć w takiej chwili na pomoc mężczyzny, z którego
na myśl o alimentach pryska wszelki czar oraz urok osobisty. Zajmuje się
głównie podsycaniem wszelkich kobiecych lęków związanych z ciążą i namawianiem
jej do aborcji ("to dla Twojego dobra, kochanie"). W warunkach takiego nacisku
emocjonalnego bardzo łatwo wykształcić w sobie przekonanie, że przecież to nie
jest dziecko tylko "tkanka ciążowa", którą będziemy "usuwać".

Działanie tej autosugestii kończy się dopiero wtedy, kiedy jest już zbyt późno
żeby coś zmienić. Gdy jest się w piątym albo szóstym tygodniu ciąży, łatwo jest
sobie powiedzieć, że płód nie myśli, nie czuje, jest mu wszystko jedno. Gorzej
jest kilka miesięcy potem, kiedy usiłujesz usnąć myśląc o tym, że ten "płód",
byłby właśnie rodzącym się synem, albo córką.

"Zabieg", który był przeprowadzony zupełnie bezstresowo i na luzie, dopiero
teraz zaczyna wywoływać silne uczucia. Pół roku "po" myślisz o nim więcej niż
tego dnia, kiedy byłaś u lekarza. Czujesz wręcz, jak gdyby całe Twoje życie
pękło na dwie połowy: "przed" i "po".

W ulotkach organizacji popierających aborcję można przeczytać, że "opierając
się na badaniach bardziej wiarygodnych uznano, że chociaż problemy
psychologiczne mogą wystąpić po aborcji, należą jednak do rzadkości".

No, cóż. Wygląda na to, że jesteś jedną z tych rzekomych "rzadkości".

Nie Ty jedna.

* * *

W psychologii nazywane jest to "syndromem poaborcyjnym". Opracowane zostały
różne techniki pomagające kobietom pozbyć się tego uczucia.

Ale pozbywanie się go za wszelką cenę to nie jest dobry pomysł. Przede
wszystkim musisz wiedzieć, że to uczucie jest całkiem sprawiedliwą oceną, jaką
sama sobie wystawiłaś. Można sobie obiecywać, że już nigdy tego nie zrobisz -
ale nie można odwrócić tego co już się stało. Można inne dzieci obdarzyć
miłością. Nie można przywrócić życia tamtemu.

Zrobiłaś coś podłego, więc czujesz się podle.

Najprostszą metoda, żeby się tak nie czuć - to nie robić rzeczy po których tak
się czujesz. Zamiast zastanawiać się jak pozbyć się poczucia winy - nie rób
takich rzeczy po których czujesz się winna. Ta banalna rada skutkuje dużo
lepiej niż tabletki antydepresyjne.

Bywa tak, że aborcja jest całkowicie efektem okoliczności zewnętrznych, na
które kobieta nie miała wpływu, np. w pobicia ze strony mężczyzny. Wtedy jest
również całkowicie niewinna tego co się stało.

Jednak za każdym razem gdy aborcja to świadoma decyzja kobiety, to syndrom
poaborcyjny stanowi naturalną konsekwencję jej wolnego wyboru.

* * *

Jednak, to, że podjęłaś decyzję, której skutki są nieodwracalne, i że to była
wyjątkowo głupia decyzja, nie znaczy, że masz spędzić resztę życia myśląc o
tym.

Miejscem gdzie możesz uzyskać przebaczenie - jedynym takim miejscem - jest
konfesjonał. Zwykły konfesjonał. Być może nie brzmi to równie egzotycznie jak
kurs autohipnozy albo otwieranie czakramów, ale jest również druga różnica. W
przeciwieństwie do czakranów, Prozacu i innych tabletek antydepresyjnych, to
działa.

Działa - ale wtedy, gdy pójdziesz do kapłana prosić, by Chrystus udzielił przez
niego przebaczania za popełnione grzechy, a nie po to aby wmówić księdzu, że
właściwie nic złego się nie stało.

W niczym nie stoi to na przeszkodzie kontaktowi z doświadczonym psychologiem.
Rola kapłana i psychologa doskonale się tutaj uzupełniają. Jednak nawet
doświadczony psycholog nie jest w stanie uczynić co najmniej jednej rzeczy,
którą może uczynić zwyczajny kapłan.



-
forum: aborcja
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=20823
Ida Obejrzyj więcej postów



Temat: Czy moje życie jest do kitu, czy też nie?
Witam,
Moje rozwnięcie temtu podziliłem na 3 działy: 1."życie" w Polsce, 2.Życie w
Anglii oraz 3. Czy to jest miłość czy zauroczenie?

„Życie” w Polsce:
Nie wiem, od czego mam zacząć. Obecnie mieszkam w Anglii od półtora roku i
jest to najpiękniejszy okres w moim nieudanym życiu. W Polsce nie byłem
szczęśliwy: w szkole byłem poniżany, nawet niektórzy nauczyciele wmówili mi, że
nie nadaję się do pracy. Potwierdzał to nawet ktoś z mojej rodziny. Było mi
bardzo ciężko. Koledzy mieli dziewczyny, cieszyli się młodością, ja walczyłem z
agresywnością psychiczną od strony kilku uczniów, z samotnością, także z
agresywnością psychiczną kogoś z mojej rodziny. Poziom stresu był taki wysoki,
że zajmowało mi ok. 4 godzin, aby zasnąć. Po maturze nie dostałem się na
wymarzone studia, wybrałem kierunek, który mnie w ogóle nie interesuje.
Na studiach licencjackich było spokojnie, ale relacje z koleżankami to raczej
klapa, miałem może 3 znajome z innej grupy. {Nie jestem facetem przystojnym,
stąd moja obecność na tym forum} Na studiach magisterskich trochę się
polepszyło. Nie było mi łatwo patrzeć na sytuacje, kiedy moi koledzy mieli
poprawne relacje z kolezankami, a ja natomiast nie.

Życie w Anglii:
Więc przyjechałem do Anglii z małej miejscowości: szarej, bez perspektyw, gdzie
dominował etos pijaczka spod budki z piwem. I co zobaczyłem w nowym kraju?
Czystość, porządek, zaufanie społeczne {sam tego wiele razy doświadczyłem},
pozytywne nastawienie do życia, inną kulturę pracy. I uwaga najciekawsze: dla
Anglików jestem wspaniałym pracownikiem. {Por. z Polską}Moja pierwsza w życiu
praca, potem druga. Własna karta debetowa, mogłem bukować sobie bilety, nie
oszczędzałem na jedzeniu jak w Polsce, kupowałem sobie różne drobiazgi, których
w Polsce nie mogłem sobie pozwolić. Wspaniałe wsparcie Anglików w pracy, ich
życzliwość. Wsparcie moich angielskich przyjaciół: tyle szczerych, dobrych słów
nie usłyszałem w Polsce.
Chciało mi się przychodzić do pracy. Kiedy przyjeżdżałem na krótko do Polski,
akademiccy nauczyciele zauważyli, że się zmieniłem.
Problem pojawił się kilka miesięcy temu: ból fizyczny w barku. {moje mięśnie nie
są rozwinięte-i wyglądam bardzo szczupło, mało atrakcyjnie} Angielki
fizykoterapeuta poradził mi , abym zmienił pracę na papierkową. Mój angielski
jest na poziomie średnio zaawansowanym, więc za wcześnie na szukanie pracy
biurowej. Próbuję coś robić: Europejski Kurs Komputerowy, Ale brak mi wiary, że
on mi ułatwi znalezienie pracy. Nie mam pewności siebie. Boję się, że pewnego
dnia z powodu bólów barku nie będę dał rady pracować i tym samym żyć w Anglii.
PANICZNIE zacząłem bać się powrotu do Polski. Nie dałbym rady ponownie żyć w
Polsce, mając świadomość, że doświadczyłem normalnego życia w Anglii. Angielska
psycholog stwierdziła, że mam myślenie katastroficzne. Nie radzę sobie z tym.
Z bezsennością, brakiem koncentracji zgłosiłem się do angielskiego lekarza I
kontaktu{GP}
Będę brał tabletki antydepresyjne. Postanowiłem , że raz na dwa tygodnie będę
chodził na terapię grupową. Już raz tam byłem, nie miałem problemów językowych.
Ale nadal się boję, praca jest jedyną rzeczą, którą mam w życiu. Przestać
pracować i wrócić do poprzedniego życia, chyba byłoby lepiej umrzeć.

Czy to zakochanie, czy zauroczenie???
W Polsce z powodu nieciekawego życia, nie doświadczyłem uczucia zakochania. W
Anglii zakochałem się w pewnej Angielce z mojej pracy. Zdecydowanie różni się od
moich pięknych {często przemądrzałych} koleżanek z polskiego uniwerku. Kelly
{tak ma na imię} jest urocza, radosna, wspaniała. Nigdy nie widziałem tak
ciekawej kobiety. Czasami zaczepia mnie na korytarzu, aby ze mną 1 minutę
pogadać. Kiedy na zebraniach pracowników, przedstawiałem moją opinię- ona z
szczerym uśmiechem i zainteresowaniem patrzy się na mnie. Ona jest dla mnie
księżniczką. A księżniczka potrzebuje ksiecia, a nie zwykłego chłopaka- takiego
jak ja. Co ja bym dał, aby moje uczucie okazało się tylko zauroczeniem, które
znika jak katar. Próbuję być rozsądny i zabijam w sobie te uczucie wobec Kelly.
Jeśli nie uda mi się tego zrobić, poszukam innej pracy, a dla niej zostawię list
z kwiatami…
Dziś w pracy płakałem, chyba kilka razy.
















Obejrzyj więcej postów



Temat: BARDZO proszę o pomoc.
BARDZO proszę o pomoc.
Witam.
Postanowiłam napisać, bo już nie wiem gdzie szukać pomocy. Zaczęło sie od tego
ze 6 tygodni temu doznałam URAZU głowy, dosyć mocnego, wpadł na mnie chłopak i
prosto uderzyłam cala silą do tyłu na płot metalowy, prosto w górne
zakończenie to najmocniejsze, uderzyłam sie w tył głowy, od strony potylicy,
zaczęło mi sie kręcić w głowie, i miałam odruchy wymiotne, ale same wymioty
pojawiły sie po 2 dniach i trwały 2 dni. Głowa była mocno napuchnięta nie
tylko w miejscu uderzenia lecz w promieniu ok 8cm. Do tej pory pozostał
wyczuwalny jakby guz od strony potylicznej. Byłam na pogotowiu po 3 godzinach
zrobiono mi RTG czaszki wszystko wyszło ok i dali zwolnienie na 4 dni.

Od tego czasu, mam bóle głowy, raz są to silne bole głowy, raz trochę mniej,
zazwyczaj taki ból promieniujący od tyłu aż do skroni, mam wrażenie jakby
ściskało mi cała czaszkę. Trudno wytłumaczyć bo jak boli to nie skupiam sie
gdzie boli i jaki to jest ból, przede wszystkim nasila sie gdy zaczynam
chodzić lub wykonywać jakieś czynności fizyczne. Pojawiają się też zawroty, w
takiej postaci, że najpierw wszystko mi przed oczami sie kręci i nagle robi
się czarno, po około 3 minutach to przechodzi, takie uczucie mam ok 3 razy
dziennie.
Mam bardzo niskie ciśnienie, ok 85/55. Kiedy ból jest duży mam trudności w
poruszaniu szyją. Pojawiło się też jakby takie zatykanie w uszach i ból oczu.
Najbardziej męczące jest jednak to, że cały czas jestem zmęczona, chce mi się
spać, niestety nie mogę tego powstrzymać.

Byłam już u 3 neurologów i laryngologa. Każdy mówił mi co innego. Pierwszy
neurolog zapisał mi Lucetam, który niestety nie pomaga, i kazał zrobić RTG
kręgosłupa szyjnego, ale w badaniu wyszła tylko "lordoza szyjna spłycona" poza
tym wszystko w granicach normy.
kolejny Neurolog zapisała mi tabletki antydepresyjne (BIOXEIN) oraz lek na
nerwice (PRAMOLAN). Ostatni lekarz zapisał mi OLFEN, MYDOCALM i także
PRAMOLAN, pozostałe leki kazała odstawić. Powiedziała, że uraz był mocny, ale
nic mi się nie stało złego. Dodam ze w badaniu neurologicznym miałam mniejsze
czucie po lewej stronie tak nie dużo ale inaczej odczuwałam, łagodniej (uraz
był po stronie prawej).
Byłam także u laryngologa, który skierował mnie na badanie TK GłOWY, dziś
odebrałam wynik, okazuje się, że wszystko jest w porządku.

Już tracę siły, nie wiem już do kogo iść, bo samopoczucie nie jest zbyt dobre,
nie wiem może mam to tak zostawić, ale trudno jest dać sobie spokój z czymś co
bardzo doskwiera. Problemy z koncentracją, szybkie zmęczenie, bardzo
przeszkadzają mi w nauce, chciałabym w końcu po 1,5 miesiąca dobrze się czuć.
W miedzy czasie dostałam jeszcze zapalenia oskrzeli i brałam antybiotyki, było
to 2 tyg po urazie. Od tygodnia puszcza mi sie krew z nosa.

proszę o wszelką pomoc, napiszcie mi co o tym uważacie. Dodam, że jestem osobą
młodą mam 18 lat.
Z góry dziękuję za wszelkie porady.
Pozdrawiam. Obejrzyj więcej postów




Strona 2 z 2 • Znaleźliśmy 95 wypowiedzi • 1, 2